Monday, November 24, 2008
mylace pozory
Myśleliśmy, że nasz pech się skończył i nadszedł czas kiedy będzie łatwo i przyjemne. Nie mogliśmy być w większym błędzie. Po rozpakowaniu naszej walizki zjedliśmy miły obiad na naszym balkonie i rozpoczęliśmy ogarnianie wszystkich rzeczy. Najpierw dowiedzieliśmy się że w naszym mieszkaniu nie ma internetu. Jak Marek miałby pracować jako informatykiem bez Internetu? Przecież to niemożliwe! Zorganizowanie Internetu zajęło nam prawie miesiąc ale na szczęście już wszystko działa, jak widać zreszta.
Poza tym Marek nadal był bez pracy i oboje wiedzieli, że jeśli nie znajdzie czegoś jak najszybciej to zaczniemy mieć problemy finansowe. Na domiar złego, ludzie którzy ze mną studiują są jak małe szczury które startują w wyścigu. Udają super luźnych i fajnych, ale spędzają niesamowitą ilość godzin w bibliotece. Kompletnie odwrotnie w porównaniu do ludzi z moich poprzednich studiow. Pamiętam, kiedy siedzieliśmy razem i uczyliśmy się razem żeby przyspieszyć wszystko i mieć więcej czasu na przyjemne rzeczy. Tutaj jest to niemożliwe! Ponad to jeśli zadasz im pytanie to ci odpowiedzą, ale nie ma mowy żeby ktoś kto jest dobry z jakiegoś przedmiotu po prostu uczył wszystkich innych. Dzięki Bogu mają poczucie humoru inaczej to doświadczenie kulturowe byłoby nie do zniesienia. Tak więc wszystko z pozoru wygląda super ale niestety to tylko pierwsze wrażenie.
Na szczęście dobre dni rozpoczęły się w kolejnym tygodniu. Marek dostał pracę! Ma się zajmować IT i grafika, czyli wszystkim co zawsze lubił. Do tego ma dostawać dobre wynagrodzenie, tak więc byliśmy szczęśliwi. Mi udało się już zadomowić na uniwersytecie, i tak wreszcie nadszedł czas, aby zobaczyć Paryż.


