Koniec wakacji
Wakacje się skończyły i tak nadszedł czas aby rozpocząć moje studia. Po kilku dłuższych namysłach zdecydowała się przyjąć ofertę Sorbony Paryskiej i Uniwersytetu Barcelonskiego. Kurs nazywa się QEM i jest organizowany przez 4 znane uniwersytety: Paryska Sorbonę, Uniwersytet Bielefeld, Uniwersytet w Wenecji i Universitar Autonomia de Barcelona. Trwa 2 lata, 1 semestr studiów ma miejsce w Paryżu, a kolejne 3 w Barcelonie. Oczywiście jest to ścieżka która wybrałam ja, można także studiować na innych uczelniach, jeśli się wybierze inna sciezke. W każdym bądź razie postanowiłam rozpocząć podróż do mojego uniwersytetu w Paryżu. Problemem było to, że ja wciąż nie miałam gdzie mieszkać a Marek pracowac. Zarezerwowaliśmy przez Internet hotel na pierwsze 10 dni z nadzieję, że zdołamy wszystko uporządkować przez ten czas.
Jak to zwykle bywa gdy wali się jedna rzecz to potem jak domino wala się też kolejne. Tak też było w naszym przypadku. To było najbardziej stresujące 10 dni. Marek nie miał pracy, mieszkaliśmy w hotelu od rana do nocy szukając mieszkania na zmianę w Internecie i gazetach z ogloszeniami. Czas pędził jak szalony, zostało zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem moich zajęc. Musiałam opuścić wszystkie darmowe wycieczki po Paryżu organizowane przez mój uniwersytet, ponieważ całymi dniami szukaliśmy mieszkania. Dzwoniliśmy do wszystkich ogłoszeń jakie wydawały nam się akceptowalne, ale wciąż nie mogliśmy znaleźć nawet jednego miejsca do obejrzenia, nie mówiąc już o wynajeciu. Francuzi nie chcą mówić po angielsku a administracja na moim uniwersytecie tylko mówi ze jest do dyspozycji studentów. Tak więc pozostaliśmy sami na placu boju, bo w Paryżu niestety szukanie mieszkania wygląda jak autentyczna bitwa pomiędzy wynajmujacymi. Wreszcie pewnego dnia coś drgnęło i mieliśmy obejrzeć kilka mieszkan. Słońce świeciło my byliśmy w wyśmienitym nastroju pełni nadzieję, że uda nam się coś wybrać i:
Mieszkanie nr 1: usytuowane daleko od centrum miasta, ale blisko do stacji metra i wyremontowane. Tylko okolica nie była zbyt przyjemna. Nie widziałam tam ani jednego białego człowieka! Wszyscy to imigranci a atmosfera wokół sprawiała ze czułam się jak w środku getta kilku gangów, które mogłoby doprowadzić do masakry w każdej chwili. Nic dziwnego, że właściciel nie chciał ogromnych pieniądze za wynajem.
Mieszkanie nr 2: wchodzimy do mieszkania, a właścicielka pokazuje nam pokój, który jest połączony z innym pokojem, więc gdyby nasz współlokator chciał wyjść ze swojego pokoju to musiałby się przejść przez nasz pokój. Po prostu zero prywatnosc. Poszliśmy zobaczyć kuchnię a tam przy suficie znajduje się ogromną dziura w ścianie! Otwieramy toaletę a tam na ścianach wiszą plakaty, zamiast jakiejś tapety albo zwykłej farby. Wszystko wyglądał jak meeega duża dziura gorsza od niejednego akademika. Nie byłbym w stanie stanąć tam zostać nawet na jedną noc. Gdy już miałam odpowiednie nastawienie do tego super lokum właścicielka z uśmiechem na twarzy powiedziała, że chce 800euro miesięcznych za przechodni pokój! Plus opłaty oczywiście. Byłam w szoku, że ludzie mogą oferować takie mieszkanie i w jeszcze większym szoku ze inni ludzi płacą tak duże pieniądze za coś takiego.
Mieszkanie nr 3: Pędziliśmy na złamanie karku, bojąc ze się spoznimy. Zdyszani stajemy pod drzwiami a w domu nikogo nie ma. Okazało się ze właściciel się spóźnił jakieś 20 minut… (w sumie lepiej on niż my
) Po 20 minutach czekania pojawił się i otworzył swoja komnatę tajemnic. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Tam był tak wielki bałagan ze ja która nie przepada za sprzątaniem się przerazilam. Nie wiem, czy ktoś czyścił to miejsce, przynajmniej rok wcześniej. Było tak brudno ze zastanawiałam się czy za chwilę nie zobaczę karalucha wędrującego środkiem pokoju. Dobra strona jednak była cena, facet chciał tylko 650euro miesięcznie (tak to jest mała ceny za mieszkanie w Paryżu!), A ponadto mieszkanie było 5 minut spacerem od Katedry Notre Dame.
Po długiej dyskusji zdecydowaliśmy się wynająć mieszkanie na 3. Marek zadzwonił do faceta tego samego wieczora i powiedział mu, że chcemy wynająć jego mieszkanie. Powiedział, ok oddzwonię do Ciebie w ciągu 15 minut. Marek powiedział ok i się rozlaczyl. Po 30 minutach telefon wciąż milczał, więc zadzwoniliśmy ponownie a facet powiedział: “Ja naprawdę przepraszam, ale ktoś inny postanowił wynająć moje mieszkanie na dłuższy czas niż wy, więc niestety nie jest ono już dostępne”. To wszystko było jak zły sen, po raz kolejny skończyliśmy tam, gdzie zaczynaliśmy a pozostały nam tylko 3 dni do końca pobytu w hotelu.
