Jedną z atrakcji turystycznych w Barcelonie są tańczące fontanny. Znajdują się one przed Palaco National, do którego możesz dotrzeć wysiadając z metra na Placa Espanya. Gdy moja przyjaciółka Magda odwiedzała nas z 3 swoich znajomych wszyscy chcieliśmy bardzo obejrzeć to show, dlatego udaliśmy się właśnie w to miejsce. Wyszliśmy z metra i szliśmy w stronę głównych fontann. Nie słyszeliśmy żadnej muzyki, a ja pamiętałam z dawnych czasów, że podczas show gra muzyka a woda jest podświetlana różnymi kolorami, więc zaczęliśmy sobie robić zdjęcia, ktoś wspiął się na drzewko pomarańczowe i nawet zjadł zdobytą podczas wspinaczki pomaranczę. W momencie gdy dotarliśmy do głównej fontanny zdaliśmy sobie sprawę z tego iż zrobiliśmy sporo zdjęć na tle kolorowej wody, ale ludzie szli w stronę metra a nie tam gdzie my. To była poszlaka mówiącą nam że coś jest nie tak. Ale nie było żadnej muzyki więc postanowiliśmy poczekać na właściwe show. Czekaliśmy i czekaliśmy i po paru minutach zdaliśmy sobie sprawę ze show skończyło się w momencie gdy robiliśmy sobie zdjęcia Brak muzyki totalnie zbił nas z tropu i właśnie z tego powodu przegapiliśmy całe widowisko. Na szczęście kilka tygodni później odwiedziła nas moja inna koleżanka Dima i poszliśmy po raz kolejny na show z fontannami. Tym razem wszystko było tak jak należy z muzyką i światłami. Nawet udało nam się nagrać wszystko, więc ci z was którzy nigdy nie widzieli tańczących fontann mają okazję obejrzeć je sobie tutaj:
Na pewno słyszałeś o flamenko. Każdy wie ze pochodzi ono z Hiszpanii i jest to zarówno taniec jak i muzyka. Okazuje się iż pochodzi ono z Andaluzji (region Hiszpanii) a następnie stało się również popularne w pozostałych regionach Hiszpanii. Podczas rozprzestrzeniania się flamenco do innych regionów ludzie zaczęli eksperymentować i obecnie możemy oglądać różne rodzaje muzyki i tańca. Słuchając muzyki możesz odkryć iż jej integralną częścią jest cygański język. Dzieje się tak ponieważ arabowie oraz cyganie mieszkają w Andaluzji w otoczeniu Hiszpanów i to oni kultywowali flamenco na początku, a ich język przetrwał w muzyce po dziś dzień.
W Barcelonie możesz obejrzeć flamenco show w Palau Musica Catalana lub Palacio de la Flamenco. Ja byłam w Palaco de la Flamenko i ku mojemu zdziwieniu podobało mi się bardziej niż przypuszczałam że będzie się podobać. Nagrałam kilka filmików, więc ty również możesz zobaczyć część przedstawienia. Jednakże oglądanie show na żywo jest czymś kompletnie innym. Dlatego jeżeli tylko będziesz miał okazję wziąć udział w show flamenko to nie wahaj się i idź, to na pewno nie będą pieniądze wyrzucone w błoto!
Nie mogłabym bardziej NIE być fanką piłki nożnej. Gdyby nie mój brat to pewnie nie wiedziałabym ze istnieje coś takiego jak football. Następnie przeprowadziłam się do Barcelony i odkryłam ze w tym mieście nie jesteś w stanie nie znać się choć troszkę na piłce nożnej, ponieważ co druga osoba nosi koszulkę FC Barcelony przed ich meczem, a podczas meczu możesz usłyszeć ludzi krzyczących i kibicujących swojej ulubionej drużynie. Właściwie patrzenie jak ci ludzie wariują w momencie gdy Barca wygrywa wciąga. Niestety zaraz po wygranej wszystko się zaczyna. Kibice trąbią w swoich skuterach i samochodach, krzyczą na ulicy a niektórzy nawet dzwonią dzwonkami od rowerow. Zazwyczaj taki szał po wygranej trwa do 3 nad ranem. Na szczęście mój dzienny tryb zakłada że ok 3 kładę się spać, bo wcześniej coś sobie robię na komputerze, ale zastanawiam się dlaczego nikt inny nie reaguje. Czy to możliwe ze nawet starsi ludzie są aż takimi fanami FC Barcelony że im to nie przeszkadza?
Rozmyslając nad szałem kibicow, nie wiedziałam że najgorsze dopiero przede mną, ponieważ zaczely sie mistrzostwa swiata w piłce nożnej 2009. Oczywiście nie miałam pojęcia że mistrzostwa już się rozpoczęły, ale krzyki do 3 nad ranem co 2 tygodnie zaczęły mnie zastanawiać. W końcu działo się to dość regularnie, więc wywnioskowałam ze coś większego nadchodzi Włączyłam telewizor i się okazało że miałam rację, na ekranie trwał mecz finałowy FC Barcelony kontra Manchester United. Wyszłam na balkon i zobaczyłam że wszyscy moi sąsiedzi oglądają właśnie ten mecz. (W Hiszpanii bloki są na tyle blisko siebie że można zapomnieć o prywatności, każdy widzi wszystkich przez okna). Pomyślałam ok, niech i tak będzie ja też obejrzę ten mecz. W końcu byłam ciekawa o co chodzi z tymi entuzjastycznymi okrzykami i trąbieniem. Barca wygrała 2 do 0! Trochę byłam tym podekscytowana, ale to było nic w porównaniu z ludźmi w barach i na ulicy. Od razu po wygranej na każdym balkonie stali kibice krzyczący Barca! Można było nawet zobaczyć fajerwerki, a tym razem okrzyki i trąbienia trwały do 4 nad ranem Starałam się uchwycić część szaleństwa po wygranej na filmikach, które możesz oglądać tutaj:
Teraz już wiesz że mieszkanie w Barcelonie oznacza że musisz być fanem FC Barcelony
Trochę minęło odkąd ostatni raz pisałam tutaj. W swojej obronie mogę tylko napisać ze to był ciężki semestr na UABie a dodatkowo mieliśmy tutaj całkiem sporo odwiedzajacych. Najwyraźniej Hiszpania i Barcelona zdaje się przyciągać moja rodzinę i znajomych bardziej niż robił to Paryż czy Oxford. W zasadzie nie jestem tym zaskoczona, sama zawsze chciałam mieszkać w Hiszpanii, gdzie słońce wiecznie święci a wszystkie troski wydają się być oddalone tak bardzo ze ledwo je widać gdzieś na horyzoncie. Niestety trochę się rozczarowałam, gdyż słońce zaczyna świecić nad Barcelona dzień w dzień dopiero od końca mają, a morze jest zimne nawet na początku czerwca.
Poza tym wszystko jest super. Skończyłam już sesję egzaminacyjną!!! uuuuhhhuuu wreszcie wolność.
Nawet zorganizowaliśmy imprezę z okazji końca semestru. Możesz obejrzeć krótką fotorelacje tutaj: zdjęcia
Różyca (w niebieskiej sukience) była naszym człowiekiem energia. W momencie gdy wszyscy byli już wyczerpani skakaniem, śpiewaniem i tańczeniem ona wciąż przepełniona energia i optymizmem zachęcała nas do powrotu na parkiet. Ergi (w czarnych Leginach) wywoływała uśmiech na naszych twarzach swoim nieustannym uśmiechem, Tubce (w jeansowej spódnicy) przygotowała dużo super jedzenia, którym zapychaliśmy się podczas imprezy wina a Laura (w kolorowej bluzce i beżowych spodniach) pomogła Tubce przynosząc super ciasto. Ja natomiast przyniosłam karaoke sile które było niesamowita zabawa, ponieważ większość z nas to amatorzy śpiewu, poza Ni która zmiotła konkurencje. Ale chińczycy uwielbiają karaoke, więc ona na pewno miała sporo praktyki za soba.
Do domu wróciliśmy o 5 nad ranem pełni szczęścia i gotowi do rozpoczęcia naszych letnich wakacji
Postanowiłam przerwać rutynę i napisać o rzeczach, które są interesujące i relaksujace myslę że nie tylko dla mnie. Tym razem będzie to zdecydowanie kobiecy post .
Chyba każdy słyszał o podcastach. Są to krótkie filmy, takie jak na youtube, które można pobrać na komputer za pomocą iTunes. Wystarczy zainstalować iTunes, a staniesz się posiadaczem zarówno odtwarzacza muzyki jak i podcastów. Jedyne co musisz zrobić, to znaleźć rzeczy, które są interesujące dla Ciebie i subskrybować. Następnie iTunes automatycznie pobierze je wszystkie za ciebie. Po pobraniu podcastu nie musisz nawet być podłączony do internetu, aby obejrzeć swoją zdobycz, ponieważ wszystko znajduje się już na dysku twojego komputera.
Ja osobiście lubię ABC News, które według mnie są lepsze niż podcasty sławnego CNN. National Geographic niestety nie oferują juz swoich podcastów w iTunes, jednak nadal można oglądać je na ich stronie internetowej. No ale do rzeczy, do rzeczy. Ostatnio odkryłam coś co napewno zachwyci 99% kobiet! (99% a nie 100%, ponieważ zawsze jest ten 1% potwierdzający regulę )
Podcasty Ford Models z poradami odnośnie mkijażu i fryzur. Pan Johnny Lavoy jest fantastycznym fryzjerem, który w ciągu kilku minut potrafi stworzyć cos niesamowitego na glowie wybranej modelki. Na przykład pokazuje w jaki sposób upiąć włosy tak aby przypominały fryzurę słynnej Bridgette Bardot dosłownie w kilku ruchach. Filmiki z makijażem też są super, ale dla mnie sztuczek z włosami nic nie przebije!
sprawdźcie sami : http://fordmodelshowto.blip.tv/ # 1754279 na dole tej strony możesz się zasubskrybować do podcastow na iTunes!
Ponadto dla fanów mody na iTunes, są również podcasty Gucci (pojawilo się już wideo z pokazu kolekcji jesien zima 2009/2010). W kategorii Fashion znajdziesz także takie skarby jak: TopShop, Chanel i Vogue plus wiele innych fajnych kanałów idealnych na chwile relaksu przy kawie w wygodnym fotelu.
Mieszkanie było super, ale jak każde wynajęte miejsce potrzebowało kilku drobiazgów żebyśmy się poczuli jak w domu, ciepło i przytulnie. Co każdy z niewielkimi zarobkami robi w takiej chwili? Jedzie do Ikeii. Tak też zrobiliśmy i to nawet dwa razy, ale za to teraz możemy z uśmiechem patrzeć na to, co osiagneliśmy w naszych czerech katach.
Po pierwsze, chciałam zmienić pokój gościnny. Gdy się wprowadziliśmy to na łóżku leżała żółto-biała pościel z czarnymi kropkami. a na ścianie wisiała ogromna mapa swiata. Feeee . Nie mogłam tego przeboleć więc pierwszą rzeczą jaka kupiliśmy była ładna czerwona pościel plus czarne i czerwone poduszki. Wszystko wyglądało lepiej, ale wciąż nie doskonale:
Niedługo po tej niewielkiej zmianie postanowiłam zdjąć okropna mapę. W momencie gdy ja odkleiłam od ściany zrozumiałam, dlaczego tam wisiala. Cała ścianą była kropkach od zbyt mocnego kleju plus kilka pęknięć i plamy. Ehhh Musiałam wymyśleć sposób żeby to wszystko ukryć, w końcu nie będę malować ścian w wynajmowanym mieszkaniu! Na szczęście parę chwil później pomysł zaświtał w mojej glowie.
Kupiłem w Ikei plakaty Paryza. Nawet poczułam lekka nostalgię oglądając zdjęcia miejsc w których jeszcze parę miesięcy temu byłam na spacerze z aparatem w dłoni albo po prostu w poszukiwaniu przytulnej kawiarni. Niestety plakaty nie zakryły wszystkich niedoskonałości sciany.
Na szczęście są jeszcze sklepy gdzie można znaleźć wszystko czego potrzebujesz i nie potrzebujesz Wybrałam się właśnie do takiego miejsca i udało mi się upolowac duży i ładny plakat Nowego Yorku. Tego samego dnia znalazłam również starą okładke książki do muzyki w jednym z barcelońskich antykwariatów, więc moja ściana była gotowa. Juuupi! Teraz wszystko wygląda tak jak chciałam:
W ten oto sposób nadszedł czas na zmianę naszej sypialni. To pomieszczenie nie wymagało wiele pracy, kupiłam tylko korkowa tablice i ładniejsza narzutę na łóżko. Salon natomiast potrzebował kilku drobiazgów żeby ocieplić atmosferę pokoju. Na ścianie nad kanapą było strasznie pusto bez obrazów ani plakatow. W rogu za to wsiał paskudny obraz z niewiadomo czym. Pierwszym krokiem było kupno francuskich plakatów oraz wybranie ładnego tła do paspartu. Wtedy odkryliśmy Ramie, sklep z przeróżnymi dekoracjami, tam właśnie znaleźliśmy nasze paspartu. Następnie odwiedziliśmy mały bazar blisko pomnika Kolumba, gdzie znalazłam tanie oryginalne francuskie plakaty. Do tego kupiliśmy kilka roślinek i schowaliśmy za szafkę niedokonca udany obraz. Na jego miejscu zawisła złota tablica, na której wkrótce powiesimy nasze różne fotografie z podrozy. Powiesiliśmy plakaty dodaliśmy kilka rzeczy i teraz wszystko wygląda miło, spójrz:
Wylądowaliśmy, wzięłam mapę Barcelony z punktu informacyjnego na lotnisku i zatrzymaliśmy się na herbatę. Następnie zaledwie w ciągu 1h dotarliśmy do naszego hostelu. Odsapnęłam i rozpoczęłam sprawdzanie moich maili. Wszystkie spotkania w sprawie oglądania naszego przyszłego mieszkania były potwierdzone, pozostało nam tylko spisać dane właścicieli i adresy. Po Paryżu wiedziałem już, że szukanie mieszkanie trzeba rozpocząć na długo zanim się wyleci do nowego kraju. Użyłam Loquo, ponieważ to najlepszy serwis wynajmu mieszkań lub zakupu używanych rzeczy. Ponieważ wszystko było umówione mogliśmy odpocząć. Zdecydowaliśmy się pójść nad morze. Wzięliśmy mapę, aby zobaczyć gdzie jak i którędy powinnyśmy podążać i ruszyliśmy w stronę szumu fal. Niestety było już zupełnie ciemno, więc nie mogliśmy zobaczyć wiele W trakcie pogoni za piaskiem i morską bryza zatrzymaliśmy się w Sparzę po coś do picia i jedzenia. Planowaliśmy usiąść na piasku, pić, jeść i oglądać fale uderzające o brzeg. Po zakupach byliśmy tylko kilka kroków od plaży, i wtedy podszedł do nas jeden z tutejszych. Na pierwszy rzut oka wyglądał na pijanego, ale gdy podszedł dostatecznie blisko już wiedziałam ze to tylko pozory. Wtedy właśnie padły z jego ust magiczne słowem: “Crack, haszysz? Bardzo dobry proszę pani, na prawdę bardzo dobry”. Powiedziałem nie dziękuję i zrezygnowany odszedł udając się w stronę naszej plaży. Ehhhh ciemna plaża, dealer to zdecydowanie nie było to na co mieliśmy ochotę, dlatego po prostu wróciliśmy z powrotem do schroniska. Usiedliśmy na łóżku i spędziliśmy miły wieczór przy filmie, chipsach i piwie.
Następny dzień zaczęliśmy odwiedzając pierwsze z 4 mieszkań, które mieliśmy umówione na ogladanie. Byłam naprawdę zaskoczona, bo zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia. Było duże, w super miejscu (10min pieszo do kościoła Sagrada Familia) a właścicielka to przemiła osoba. Powiedziałem jej, że damy jej odpowiedź, co do wynajmu, w ciągu następnych 2 dni i pojechaliśmy zobaczyć następne miejsca. Za każdym razem, kiedy byłem wprowadzana do kolejnego mieszkania to nie mogłam pozbyć się uczucia, że jednak to pierwsze jest i będzie najlepsze. Na koniec dnia byliśmy pewni. Mój 6-ty zmysł miał rację Pierwsze mieszkanie było najlepsze! Nie mogłam uwierzyć, że znaleźliśmy je już pierwszego dnia! Po powrocie do hostelu wysłałam maila do właścicielki, żebyśmy zorganizowały spotkanie w sprawie podpisania umowy. W ten oto sposób w ciągu najbliższych kilku dni przenieśliśmy się do naszego nowego domu.
Pierwszy semestr dobiegł końca, więc bylam u progu rozpoczecia nowej podróży - poprzez Barcelone. Następne 1,5 roku (do końca studiów) będę spędzać na Universitat Autonomia de Barcelona, co oznacza dużo słońca, plaże, góry i mam nadzieję, niesamowitych ludzi. Już 19 stycznia powinnam rozpocząć nowy semestr. Do tego czasu miałam miłe Boże Narodzenie i Sylwestra.
Podczas świąt Bożego Narodzenia jak zawsze babcia patrząc na mnie stwierdziła, iż jestem za chuda i za blada. W zasadzie to nie pamiętam żeby kiedykolwiek powiedziała coś innego odnośnie mojego wygladu. Heheh babcie chyba po prostu tak maja. Zgubiłam kilka kilo nadwagi i jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa, ale nadal moja sylwetka zdecydowanie odbiega od tych które można określić mianem chuda. Wszystko przez to, że za bardzo kocham słodycze, chipsy i piwo, którymi od czasu do czasu umilam sobie zycie. Święta minęły dosyć przyjemnie. Moje prezenty pod choinka nie były skomplikowane, gdyż dostałam fundusze na spełnienie swoich gwiazdkowych marzen. Ehhh to jest właśnie wadą emigracji, ludzie nie wiedzą, co ci kupić i zamiast gwiazdkowej niespodzianki dostajesz coś co nigdy ci się nie przyda lub po prostu pieniądze na pokrycie własnych potrzeb. Na szczęście byłam w tym drugim przypadku. Świąteczny czas minął szybko, dużo jedliśmy, zaśpiewaliśmy kilka kolęd i rozmawialiśmy o ważnych i błahych sprawach. Aby spalić kilogramy nabyte podczas świat pojechaliśmy w polskie góry. Nie mogłam się doczekać naszego wyjazdu, ponieważ mieli tam być moi dobrzy znajomi no i snowboard. Przez te podróże nie miałam czasu na jeżdżenie na nartach lub desce i nie mogłam się juz doczekać aż wreszcie zacznę się ślizgać po zboczach gor. Pełna nadziei wsiadłam do pociągu, a potem do autobusu i w ciągu kilku godzin byłam gotowa do mojego zimowego szaleństwa. Oczywiście na początku nie pamiętałam jak się jeździ więc osla laczka, która mieliśmy pod ośrodkiem była idealnym miejscem na moje pierwsze popisy. Ponieważ nie należy poprzestawać na łatwiźnie, to wkrótce rezem z chłopakami wybrałam się w większe góry z ostrzej nachylonymi stokami. Wszystko było dokładnie jak sobie marzyłam, dużo relaksu i spokoju.Dodatkowo na wyjeździe znalazł się ktoś kto przywiózł karaoke, więc wycieczka boleśnie odczuwała dzwieki które wydawałam z siebie z wielka pasja i nazywałam nieziemskim śpiewem hehehhe. Najzabawniejsze było to, że wygrywałam sporo konkursów. Wyobraźcie sobie nasze umiejętności muzyczne! Nasze popisy zaostrzały apetyt na picie drinków co w efekcie trochę ogłuszało i poprawiało (w naszych głowach) jakość śpiewów, a w niektórych przypadkach dodawało odwagi do wystepu. Jak zawsze miło spędzany czas szybko dobiega końca i nim się obejrzeliśmy byliśmy już w drodze powrotnej. Wróciliśmy do domu i rozpoczęło się wielkie pakowanie przed wylotem do Barcelony.
Jak zwykle miałam problem z wyborem rzeczy, które chce zabrać a które zostawic. Oczywiście zawsze chce wziąć wszystko.
Udało nam się dostać do samolotu i o dziwo spakować całkiem sporo ubran. Tym razem nie braliśmy kosmetyków z Polski, ponieważ umocnienie polskiej waluty spowodowało podniesienia cen, i już nie opłacało się przewozić takich rzeczy. Samolot był mały i przyjemny (Embraer), nawet mieliśmy posiłek na pokładzie, niestety to wszystko za spora cene. Wadą Barcelony jest to, że nie ma tanich połączen z Polska i musieliśmy wydać 300 € na nasze bilety. Ale słyszałam tak wiele dobrych rzeczy o tym mieście, że nie mogłam się już doczekać wyjazdu. W ten oto sposób rozpoczęliśmy nasza kolejna przygode.....
W połowie grudnia zaplanowaliśmy powrót do Polski, więc czas przygotowań do Bożego Narodzenia był naszym ostatnim w Paryżu. Skończyłam egzaminy w czwartek i mieliśmy wolne 3 dni przed wylotem do domu. W piątek oczywiście spałam duuuuużo, ponieważ jak to czasem bywa w trakcie sesji zdarzyło mi się uczyć w nocy i spać malo. Po dniu odsypiania, relaksu i obijania postanowiliśmy zobaczyć Wieżę Eiffla i Łuk triumfalny. W Paryżu są dwa Łuki triumfalne. Pierwszy jest zabytkowym starym łukiem i znajduje się na końcu Champs Elysees, drugi jest w nowoczesnej dzielnicy La Defense. Ten na końcu Champs Elysees widzieliśmy w pierwszych dniach pobytu w Paryżu, ale nadal nie odwiedziliśmy La Defense. Tak więc wsiedliśmy do metra i ruszyliśmy w stronę nowoczesnej dzielnicy Paryża. Muszę powiedzieć, że po tej wizycie byłam jeszcze bardziej szczęśliwa, że mieszkamy na Montmartrcie, ponieważ La Defense było straszne. Tam są tylko ogromne budynki, wiele wieżowców wielkich firm, to zupełnie inny Paryża niż ten który wszyscy kochają. Pogoda nie była za dobra, ale udało nam się zrobić trochę zdjęć.
Następnego dnia na szczęście pogoda się poprawiła i postanowiliśmy zobaczyć stary pchli targ. Byłam pełen nadziei ze kupię sobie coś bardzo oryginalnego, jakaś sukienkę lub torebke. Jednak gdy dojechaliśmy na miejsce to nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Większość rzeczy było starych używanych i w strasznym stanie, pozostałe to dresy, lub adidasy w tej samej cenie co w sklepach. Jedyne co warto było zobaczyć to oryginalne zdjęcia Paryża z przed kilkudziesięciu laty i płyty winylowe. Nie zabawiliśmy tam zbyt długo i wróciliśmy do domu. W końcu czekało nas wielkie pakowanie walizek na powrót do Polski.
Jest to specjalny czas w tym mieście. Wszyscy wydają się być w lepszym nastroju, a dekoracje na ulicach sprawiają, że jest niezwykle przytulnie, nawet gdy jest tak zimno na zewnątrz. Mieszkaliśmy jak pisałam na Montmartcie gdzie często przychodzą turyści, czyli główne ulice wiecznie miały ich przyciagac. Dlatego z ciekawości poszliśmy zobaczyć czy w pozostałych częściach miasta też jest tak fajna atmosfera. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu każdy mały skwerek był ozdobiony. Niemalże wszędzie można było kupić słodkie przekąski i ciepłe wino. Wszystkie te rzeczy stworzył niezwykle atmosferę szczególnie wieczorem. Wtedy właśnie można było spacerować ulicami pośród wielu małych lampek i zapachu gorącego wina w połączeniu z miłą wonią pieczonych slodyczy. W ciągu dnia uliczki trochę traciły na uroku, więc atmosfera była nieco gorsza, ale wciąż było miło. Na przykład na Chaps Elysees zrobiono sztuczne bałwany i inne zimowe dekoracje. Oczywiście po bokach ulic znajdowały się również stragany, gdzie można było kupić wszystko, począwszy od rękawic kończąc na hot dogu. Tutaj możesz zobaczyć kilka zdjęć które udało nam się zrobic.
W dniu, kiedy robiliśmy te zdjęcia była piękna pogoda. Nie mieliśmy takiego szczęścia podczas zwiedzania Wersalu. Było potwornie zimno, aż musieliśmy się zatrzymać w McDonaldsie na filiżankę herbaty w drodze powrotnej do metra. To straszne zimno również przekonało nas żebyśmy nie zwiedzali ogrodow. Jednak udało nam się zobaczyć wnętrze zamku. W środku można podziwiać ogromne obiekty wyglądające jak balony. To była wystawa znanego artysty która wywołała spore zamieszanie w Paryżu, ponieważ ktoś z korzeniami rodziny królewskiej twierdził, iż to niewłaściwe miejsce na taka wystawę. Nie wiem jak skończyła się ta kłótnia ale na pewno urosła do tak dużej rangi, że nawet w polskich gazetach o tym pisano.
Montmartre jest dzielnica artystów i właśnie w niej sobie mieszkamy. Naprawdę nie mogliśmy lepiej trafić, pomimo lekko pijanych bezdomnych którzy mają swoje rewiry na skrzyżowaniach ulic. Mamy nasz przepyszny chleb z piekarni i bagietki, sery i wiele Atelier i butików. Mają tam naprawdę ładne rzeczy. Kiedy jestem wściekła z powodu stale mokrego chodnika lub śmierdzących ludzi w i tak nie pachnącym metrze odwiedzam te miejsca, lub ładne okolice naszego domu.
W pobliżu znajduje się cmentarz, gdzie pochowany jest np. Słowacki lub Zola. Całkiem interesujące jest to, że spacerując alejkami tego cmentarza można zobaczyć naprawdę oryginalne groby. Jest jeden z piłką nożną w nagrobku albo kilka innych z naprawdę ładnymi rzeźbami. Montmartre oczywiście to dzielnica wiecznej imprezy i ludziom rzadko udaje się dotrzeć do cmentarza Wszędzie w zasięgu ręki są przyjemne restauracje, nie każda jest koszmarnie droga . Na Montmartre jest również secesyjny kościół i najstarsza stacja metra w Paryżu (Abesses). Blisko stacji można usłyszeć zawsze jakiegoś artystę który gra na gitarze lub śpiewa lub obejrzeć grupę studentów grających na różnych instrumentach żywa muzyke. Oczywiście wszystkie te pokazy są szczęśliwie lepsze niż te których masz szczęście słuchać jadąc metrem. Jak jadę sobie spokojnie z moim spodem i wsiada Jensen z pseudo muzyków to się czuję jakby ktoś mnie ukarał za wsiadanie do tego przedzialu. Ponieważ codziennie używam metra żeby dotrzeć na Uniwersytet to zdążyłam poznać wszystkich wspaniałych muzyków metra: są dwie panie, które uważają, że potrafią śpiewać, jedna śpiewa w języku włoskim druga po francusku, obie wydają z siebie dźwięki jak zarzynany kogut a ja tylko muszę się ogłuszać podglosniajac ipoda. Jest również około 3 facetów grających na akordeonie, którzy nie są lepsi od 2 spiewaczek. Najbardziej irytujące jest to ze płacisz cholernie duża kasę za bilet miesięczny żeby używać metra, w którym cię torturują takimi artystami. Brr
Wracając do ładnych miejsc, najpiękniejsza na Montmartre jest katedra Sacra Coeur. Sama katedra jest wspaniali, do tego położona jest na wzgórzu z którego widać cały Paryż. Wydaje mi się, że teraz to miejsce, gdzie większość paryżan spędza wolny czas ze swoimi pryjaciolmi. Pod wieżą Eiffla można spotkać już tylko turystów i murzynów próbujących ci wcisnąć mała wizę Eiffla po okazyjnej cenie. Pod Sacra Coeur zawsze ktoś gra muzykę, tłum śpiewa, ktoś świętuje urodziny a pomiędzy tymi ludźmi przeciskają się turyści z aparatami. Dlatego jeżeli tylko macie możliwość bycia w Paryżu to koniecznie odwiedźcie to miejsce. Jeśli nie, to zawsze możecie udawać, że tam byliście i zobaczyć moje zdjęcia.
To urocze miasto. Niezależnie od tego dokąd pójdziesz znajdziesz coś ładnego, ale musisz być w dobrym nastroju, bo kiedy jesteś w złym humorze to zauważysz wszystko co jest kompletnym przeciwieństwem milego. Na przykład centrum miasta jest super, muzea mają świetne wystawy, sklepy wygladaja bardzo ladnie tak samo jak i budynki, ale gdy tylko się oddalisz od centrum zobaczysz, że za każdym razem gdy paryżanie umyją podłogi w sklepie lub na klatce schodowej swojego bloku, to wlewają brudna wodę na ulice. Kilka razy z samego rana, kiedy byłam jeszcze w pół śnie i pędziłam na uniwersytet poślizgnelam się na mokrym chodniku i prawie upadlam. Po uporaniu się z pułapka chodnikową, dostajesz się do upragnionego metra. To niezwykle osiągnięcie technologiczne ma pomagać nam w szybszym przemieszczaniu się. No i tutaj jest pies pogrzebany… Metro szybciej działa niestety tylko w 80%, ponieważ dość często pociag po prostu stoi w związku z jakaś awaria a pasażerowie są uwięzieni w ciemnym tunelu czekając na to aż pociąg wreszcie ruszy dalej. 2 tygodnie temu spędziłem 15 minut czekając na pociąg który się w magiczny sposób popsuł w połowie swojej trasy. Problem polega na tym, że jeśli nawet chcesz zmienić linię czas który musisz stracić na powrót do właściwego przystanku i zmiany linii na właściwą będzie większy niż jakbyś po prostu czekal. W tym samym metrze które tak jest chwalone na świecie śmierdzi jak cholera. Poważnie powinni coś z tym zrobić, ponieważ jest to nie do zniesienia. W Polsce mamy jedna linie metra ale jest o niebo lepsza niż to co jest w Paryzu. tTo wszystko sprawilo ze tutaj po pewnym czasie zaczełem się czuć jak kreskówka Mario, który musi przeskakiwać przeszkody na swojej drodze. Ale Mario może też zdobywać dodatkowe punkty w różnych fajnych miejscach czyli jak tutaj uciekasz od mokrych chodników, walczysz z dusznym metrem ale możesz też iść zwiedzać śliczne miejsca. Patrząc na pozytywna stronę tego miasta można na przykład odwiedzić Luwr. W tym znanym muzeum można zobaczyć Mona Lisę i oczywiście wspaniałe rzeźby. Luwr jest tak duży, że nie byliśmy w stanie zobaczyć wszystkiego na raz, więc planujemy tam wrócić aby dokończyć zwiedzanie. Do tej pory udało mi się zrobić takie zdjęcia: Louvre. Blisko Louvre’u Warto zobaczyć Petit i Grand Palace. Jeszcze nie byliśmy w Grand Palace, ale udało nam się odwiedzić Petit Palace już dwa razy. Budynek jest śliczny, z ogrodem wewnątrz, mała cafeteria a w środku wystawione jest całkiem sporo słynnych obrazow. Ostatnio obok obrazów Moneta, Cezanne’a lub Renoir’a można było także zobaczyć wystawę zdjęć mody. Wystawa moim zdaniem była super, więc mamy trochę zdjęć z środka które możesz zobaczyć zaglądając tutaj.
Myśleliśmy, że nasz pech się skończył i nadszedł czas kiedy będzie łatwo i przyjemne. Nie mogliśmy być w większym błędzie. Po rozpakowaniu naszej walizki zjedliśmy miły obiad na naszym balkonie i rozpoczęliśmy ogarnianie wszystkich rzeczy. Najpierw dowiedzieliśmy się że w naszym mieszkaniu nie ma internetu. Jak Marek miałby pracować jako informatykiem bez Internetu? Przecież to niemożliwe! Zorganizowanie Internetu zajęło nam prawie miesiąc ale na szczęście już wszystko działa, jak widać zreszta.
Poza tym Marek nadal był bez pracy i oboje wiedzieli, że jeśli nie znajdzie czegoś jak najszybciej to zaczniemy mieć problemy finansowe. Na domiar złego, ludzie którzy ze mną studiują są jak małe szczury które startują w wyścigu. Udają super luźnych i fajnych, ale spędzają niesamowitą ilość godzin w bibliotece. Kompletnie odwrotnie w porównaniu do ludzi z moich poprzednich studiow. Pamiętam, kiedy siedzieliśmy razem i uczyliśmy się razem żeby przyspieszyć wszystko i mieć więcej czasu na przyjemne rzeczy. Tutaj jest to niemożliwe! Ponad to jeśli zadasz im pytanie to ci odpowiedzą, ale nie ma mowy żeby ktoś kto jest dobry z jakiegoś przedmiotu po prostu uczył wszystkich innych. Dzięki Bogu mają poczucie humoru inaczej to doświadczenie kulturowe byłoby nie do zniesienia. Tak więc wszystko z pozoru wygląda super ale niestety to tylko pierwsze wrażenie.
Na szczęście dobre dni rozpoczęły się w kolejnym tygodniu. Marek dostał pracę! Ma się zajmować IT i grafika, czyli wszystkim co zawsze lubił. Do tego ma dostawać dobre wynagrodzenie, tak więc byliśmy szczęśliwi. Mi udało się już zadomowić na uniwersytecie, i tak wreszcie nadszedł czas, aby zobaczyć Paryż.
Po nieudanym wynajmie 3 mieszkań pozostały nam tylko 2 opcje. Sprawdzić jedno ogłoszenie, które wydawało się nam bardzo dobre lub zapłacić agencji. Do tego czasu niestety rozpoczęły mi się już zajęcia na uniwersytecie, a dzień wymeldowania z hotelu był naprawdę blisko. Staliśmy dosyć pod ścianą i jedynym wyjściem z tej sutuacji wydawała się byc agencja. Udało nam się znaleźć najtańsza wśród wielu działających w Paryżu, która w dodatku miała ładne 1 pokojowe mieszkanie na swojej stronie internetowej. Złożyliśmy zapytanie w sprawie oglądania tego mieszkania i zaczęliśmy załatwianie wszystkich formalności. Przedstawiciel agencji dał nam telefon do właściciela, mówiąc ze powinnyśmy moc zobaczyć to miejsce następnego dnia. Byliśmy całkiem pewni, że to będzie właśnie nasz przyszły dom, ponieważ zdjęcia tego mieszkania w internecie były bardzo ładne no i dzielnica również nam się podobała, tak więc wreszcie zrobiliśmy sobie relaksujący wieczór z winem, serem i miłym filmem. Oboje byliśmy przeszczęśliwi, że ten koszmar się skończyl. Aż tu z rana Marek otrzymał e-maila z agencji mówiącego, że bardzo przepraszają, ale to mieszkanie jest już wynajęte. Podejrzewam, że właścicielka wynajęła je bez informowania agencji, ponieważ dzień wcześniej mieszkanie przecież było dostępne. Niemniej jednak ta wiadomości nas zwaliła z nóg, bo prawie nie mieliśmy nic innego! Szczęśliwie kilka godzin później ten sam agent zadzwonił do nas z oferta innego mieszkania. Od razu się umówiliśmy na obejrzenie i na spotkaniu z właścicielka powiedziałam ze bierzemy to mieszkanie. Nie mieliśmy wielkiego wyboru, ponieważ następnego dnia musieliśmy opuścić hotel, na który wydaliśmy sporo pieniędzy i nie chcieliśmy wydawać więcej, rezerwując pokój na kolejne noce. Poza tym, ja już studiowałam pełną para a w pokoju hotelowym nie jest łatwo się uczyc. W każdym bądź razie nasze nowe mieszkanko było naprawdę miłe, z balkonem, blisko Sacra-Coeur i w otoczeniu różnych banków i sklepów. Następnego dnia z samego rana przenieśliśmy nasze walizki do nowego mieszkania, pełni szczęścia ze seria kłopotów dobiegła konca.
Wakacje się skończyły i tak nadszedł czas aby rozpocząć moje studia. Po kilku dłuższych namysłach zdecydowała się przyjąć ofertę Sorbony Paryskiej i Uniwersytetu Barcelonskiego. Kurs nazywa się QEM i jest organizowany przez 4 znane uniwersytety: Paryska Sorbonę, Uniwersytet Bielefeld, Uniwersytet w Wenecji i Universitar Autonomia de Barcelona. Trwa 2 lata, 1 semestr studiów ma miejsce w Paryżu, a kolejne 3 w Barcelonie. Oczywiście jest to ścieżka która wybrałam ja, można także studiować na innych uczelniach, jeśli się wybierze inna sciezke. W każdym bądź razie postanowiłam rozpocząć podróż do mojego uniwersytetu w Paryżu. Problemem było to, że ja wciąż nie miałam gdzie mieszkać a Marek pracowac. Zarezerwowaliśmy przez Internet hotel na pierwsze 10 dni z nadzieję, że zdołamy wszystko uporządkować przez ten czas.
Jak to zwykle bywa gdy wali się jedna rzecz to potem jak domino wala się też kolejne. Tak też było w naszym przypadku. To było najbardziej stresujące 10 dni. Marek nie miał pracy, mieszkaliśmy w hotelu od rana do nocy szukając mieszkania na zmianę w Internecie i gazetach z ogloszeniami. Czas pędził jak szalony, zostało zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem moich zajęc. Musiałam opuścić wszystkie darmowe wycieczki po Paryżu organizowane przez mój uniwersytet, ponieważ całymi dniami szukaliśmy mieszkania. Dzwoniliśmy do wszystkich ogłoszeń jakie wydawały nam się akceptowalne, ale wciąż nie mogliśmy znaleźć nawet jednego miejsca do obejrzenia, nie mówiąc już o wynajeciu. Francuzi nie chcą mówić po angielsku a administracja na moim uniwersytecie tylko mówi ze jest do dyspozycji studentów. Tak więc pozostaliśmy sami na placu boju, bo w Paryżu niestety szukanie mieszkania wygląda jak autentyczna bitwa pomiędzy wynajmujacymi. Wreszcie pewnego dnia coś drgnęło i mieliśmy obejrzeć kilka mieszkan. Słońce świeciło my byliśmy w wyśmienitym nastroju pełni nadzieję, że uda nam się coś wybrać i:
Mieszkanie nr 1: usytuowane daleko od centrum miasta, ale blisko do stacji metra i wyremontowane. Tylko okolica nie była zbyt przyjemna. Nie widziałam tam ani jednego białego człowieka! Wszyscy to imigranci a atmosfera wokół sprawiała ze czułam się jak w środku getta kilku gangów, które mogłoby doprowadzić do masakry w każdej chwili. Nic dziwnego, że właściciel nie chciał ogromnych pieniądze za wynajem.
Mieszkanie nr 2: wchodzimy do mieszkania, a właścicielka pokazuje nam pokój, który jest połączony z innym pokojem, więc gdyby nasz współlokator chciał wyjść ze swojego pokoju to musiałby się przejść przez nasz pokój. Po prostu zero prywatnosc. Poszliśmy zobaczyć kuchnię a tam przy suficie znajduje się ogromną dziura w ścianie! Otwieramy toaletę a tam na ścianach wiszą plakaty, zamiast jakiejś tapety albo zwykłej farby. Wszystko wyglądał jak meeega duża dziura gorsza od niejednego akademika. Nie byłbym w stanie stanąć tam zostać nawet na jedną noc. Gdy już miałam odpowiednie nastawienie do tego super lokum właścicielka z uśmiechem na twarzy powiedziała, że chce 800euro miesięcznych za przechodni pokój! Plus opłaty oczywiście. Byłam w szoku, że ludzie mogą oferować takie mieszkanie i w jeszcze większym szoku ze inni ludzi płacą tak duże pieniądze za coś takiego.
Mieszkanie nr 3: Pędziliśmy na złamanie karku, bojąc ze się spoznimy. Zdyszani stajemy pod drzwiami a w domu nikogo nie ma. Okazało się ze właściciel się spóźnił jakieś 20 minut… (w sumie lepiej on niż my ) Po 20 minutach czekania pojawił się i otworzył swoja komnatę tajemnic. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Tam był tak wielki bałagan ze ja która nie przepada za sprzątaniem się przerazilam. Nie wiem, czy ktoś czyścił to miejsce, przynajmniej rok wcześniej. Było tak brudno ze zastanawiałam się czy za chwilę nie zobaczę karalucha wędrującego środkiem pokoju. Dobra strona jednak była cena, facet chciał tylko 650euro miesięcznie (tak to jest mała ceny za mieszkanie w Paryżu!), A ponadto mieszkanie było 5 minut spacerem od Katedry Notre Dame.
Po długiej dyskusji zdecydowaliśmy się wynająć mieszkanie na 3. Marek zadzwonił do faceta tego samego wieczora i powiedział mu, że chcemy wynająć jego mieszkanie. Powiedział, ok oddzwonię do Ciebie w ciągu 15 minut. Marek powiedział ok i się rozlaczyl. Po 30 minutach telefon wciąż milczał, więc zadzwoniliśmy ponownie a facet powiedział: “Ja naprawdę przepraszam, ale ktoś inny postanowił wynająć moje mieszkanie na dłuższy czas niż wy, więc niestety nie jest ono już dostępne”. To wszystko było jak zły sen, po raz kolejny skończyliśmy tam, gdzie zaczynaliśmy a pozostały nam tylko 3 dni do końca pobytu w hotelu.